wtorek, 2 lipca 2013

o wizerunku Bytomia

Kiedy w listopadzie 2012 roku TVN wyemitował kolejny materiał w wydarzeniach pokazujący Bytom jako miasto niezbyt ciekawe na mapie świata - "pękła mi żyłka". Wkurzyłem się i stworzyłem wraz z Miłoszem Małotą i Piotrkiem Smętkiem stronę społecznościową "Bytomianie dziękują TVN". Wywołaliśmy sporą dyskusję zarówno wśród społeczności jak i mediów, nawet pan redaktor wysłał nam wiadomość, w której wyjaśniał, że nie miał zamiaru obrazić Bytomian. Socjologowie i media podkreślali, że jesteśmy pierwszym miastem w Polsce, które oburzyło się na pokazywanie go w negatywnym świetle...

Dziś po ostatnich wydarzeniach mogę napisać : "Bytom jest najmilszym miastem w Polsce". Uporem pokazaliśmy, że chcemy być w Polsce: nie miastem "walących się budynków" lecz tętniącym życiem i sympatycznych ludzi.

Dziś TVN nagrywa kolejny program tym razem na polu golfowym, wcześniej odkrył Romana Badurę - super rowerzystę z Bytomia :), tanecznych studentów, śpiewaka operowego w cytrynce i Daniela Lekszyckiego - młodego fanatyka historii Bytomia...

Co takiego zmieniło się w Bytomiu od listopada 2012 roku?
Moim zdaniem niewiele, to dalej ludzie - mieszkańcy tego miasta są jego potencjałem i dzięki niezwykłemu fanatyzmowi, poczuciu wspólnoty, będziemy mogli pokazywać to co w Bytomiu jest najpiękniejsze...

PS. Mam nadzieje, że po tym sukcesie nie spoczniemy na laurach...
 

niedziela, 30 czerwca 2013

Bytom miastem turystycznym ?


Gwar w różnych językach, błyski aparatów, tłumy turystów idących ulicami Bytomia - to daleko idąca wizja, która sądząc po wczorajszej wycieczce szlakiem Cyfrowej Biblioteki Bytomskiej Architektury, mogła by w Bytomiu się udać. Któż to wie, że w Bytomiu kiedyś mieściła się synagoga, być może zamek, że przy ul. Browarnianej były dwa browary, a większość kamienic przy rynku należała do Żydów?

Idąc dalej... kto z turystów, ba nawet z mieszkańców Bytomia będzie "włóczył się" po bramach
"ciemnych" uliczek raczej niecieszących się na co dzień pochlebną opinią w poszukiwaniu murów obronnych miasta, czy też starego cmentarza żydowskiego.

I znów zaczynam się zastanawiać jak nudno byłoby w tym mieście gdyby nie grupa "wariatów", którzy zdecydowanie to miasto kochają, chcą podzielić się swoją wiedzą, pasją i oprowadzić sporą liczbę chętnych po Bytomiu?

Dlaczego ulica Zaułek, najwęższa ulica w Bytomiu ! Pełni raczej rolę miejskiej toalety !?

Dlaczego w Bytomiu brakuje wizji (i pieniędzy) by zainwestować w tablice informacyjne już nie mówiąc by zorganizować stałe cykliczne wycieczki dla turystów i mieszkańców z tak dobrze przygotowaną kadrą prowadzącą jak wczoraj?

A już dziś zapraszam na wystawę o Pałacu w Miechowicach, która odbędzie się 5 lipca o godz.18:00:
https://www.facebook.com/events/672177486142325/?fref=ts

PS. Serdecznie dzięki Wam (organizatorom i uczestnikom) !

Poniżej linki dla zainteresowanych:
http://architekturabytomia.org/
https://www.facebook.com/fundacja.cukermana/media_set?set=a.556711911041965.1073741830.100001094823023&type=1

niedziela, 9 czerwca 2013

jeden dzień w Dortmundzie !

Już od dłuższego czasu przymierzaliśmy się do czegoś spontanicznego, znudziły nam się już wypady do Krakowa, Wrocławia, Wisły i wszystkich innych oklepanych miejsc. Już wcześniej planowaliśmy, że wybierzemy się gdzieś za granicę. Okazja pojawiła się niedawno, więc szybko za bookowałem bilety na lot do Dortmundu (wcześniej wykupiłem członkostwo w Wizz Clubie, upoważniające do zniżki na loty). Termin sobotni wydawał mi się najodpowiedniejszy, zacząłem interesować się co ciekawego jest w Dortmundzie a najważniejsze jak dostać się z lotniska do centrum i tam się poruszać. Po przeglądnięciu mnóstwa stron pojawiało się coraz więcej pytań, tym bardziej, że nie znam niemieckiego a mój angielski jest co najwyżej średni. Z pomocą przyszedł mi znajomy Tobiasz, który opisał mi w 100% jak przemieszczać się w Dortmundzie (za co pragnę podziękować).

Niestety w sobotę rano, nie ma możliwości udania się na lotnisko w Pyrzowicach autobusem z Bytomia ( z Katowic co prawda można PKM ale kosztuje to 27 zł w jedną stronę) dlatego o pomoc poprosiłem Miłosza, który odwiózł mnie i Malwinę o godzinie 5:00. Na lotnisku przeszliśmy przez odprawę i udaliśmy się do bramki gdzie była już spora kolejka. Stanęliśmy w rzędzie i po godzinie 6 zajęliśmy miejsce w samolocie.

Podróż minęła dość szybko i już po 1 godzinie i 20 minutach byliśmy na lotnisku w Dortmundzie. Malwina powiedziała do mnie tylko: "teraz to dopiero się zacznie...". No tak przy braku znajomości języka miałem pewne obawy. Wyszliśmy przez terminal i udaliśmy się na prawo wg wcześniejszych zaleceń kolegi. Tam wypatrzyłem podstawiony już autobus 440, przed którym stała kobieta, która zaciągała dym z papierosa - jak się okazało była to pani kierowca. Poprosiłem o gruupen ticket for strefa A, który kosztuje 13 euro i można z nim podróżować autobusami i UBanh w centrum Dortmundu w 5 osób. Jechaliśmy autobusem przez około 5 min do przystanku Aperback, gdzie mieliśmy przesiąść się do UBanh - tramwaj, który porusza się zarówno na powierzchni jak i pod ziemią. Mieliśmy parę minut więc postanowiliśmy pójść przed siebie, gdzie pojawiła się pierwsza okazja do zrobienia zdjęcia:

Następnie wsiedliśmy do U-47 w kierunku głównego dworca:
Jednak jako pierwsze miejsce naszej wycieczki wcześniej ustaliłem stadion, na którym mecze rozgrywa Borussia Dortmund, więc dojechaliśmy do stacji:  Markgrafenstraße gdzie przesiedliśmy się do U - 45 w kierunku Westfalen Park. Po godzinie 9:00 znaleźliśmy się w okolicach stadionu BVB:
 Mnie osobiście zainspirował, parking mieszczący się obok stadionu, który może być przykładem, że miejsca parkingowe mogą być przyjazne dla oka i zielone:
Wraz z Maliwną zauważyliśmy, na płocie przywieszone kłódki, z wygrawerowanymi imionami i datami i oboje przyznaliśmy, że to oryginalny sposób na wyznanie miłości:
Mnie oczywiście interesowały inne sprawy, które wcześniej już wypatrzyłem na zdjęciach satelitarnych. Udaliśmy się dalej by po chwili odkryć kolejne boiska treningowe oraz obiekt szkoleniowy dla dzieci i młodzieży:
Za boiskami znajdował się kolejny budynek z restauracją oraz kilkoma kortami tenisowymi. Ponieważ fanshop był jeszcze zamknięty postanowiliśmy zrobić sobie przerwę na śniadanie na schodkach na przeciw:
Punktualnie o 10:00 weszliśmy do tego wyjątkowego sklepu a tam m.in : toster, rower, leżanka, smoczki :D  na koniec postanowiłem zrobić zdjęcie ze swoją drużyną:
I na piechotę udaliśmy się przez Westfalenpark, Malwina na moście i w ogrodzie róż:
 U-45 udaliśmy się do głównego dworca, po wyjściu przed budynek trafiliśmy na promocję i otrzymaliśmy po darmowej zimnej kawie latte - jakoś tak miło się zrobiło :) Udaliśmy się do Mc Donalda, który znajduje się w tym samym budynku. Ceny hamburger i sałatka po 1 euro. Zdziwił mnie fakt, że za kasą byli ludzie wszystkich karnacji :) Następnie udaliśmy się w kierunku centrum przechodząc obok kościoła:
I trafiliśmy na główny deptak, gdzie znajdowało się mnóstwo sklepów. My wybraliśmy się do galerii, która miała białe kolumny:
W środku mnóstwo sklepów my odwiedziliśmy H&M i Primark, gdzie Malwina za 15 euro kupiła dwie pary spodni i baleriny. Na męskich działach "dziwne" wzory i kolory więc z zakupów zrezygnowałem. Widoczek na ... :
Następnie mieliśmy okazję, zrobić sobie zdjęcie aparatem z natychmiastowym wydrukiem przy samochodzie z ZOO i sztucznym lwie, które otrzymaliśmy na pamiątke :D

W całym centrum jest mnóstwo miejsc wypoczynku dla mieszkańców i turystów: alejek, parków, fontann i nosorożców:


Kolejnym punktem było zatrzymanie w kościele oraz placu przy którym mieściło się katolickie centrum:

Przy placu mieścił się także jeden z wielu wodopojów, z których można napić się wody, ochłodzić się lub tak jak w moim przypadku pobawić się:
Następnie trafiliśmy do parku, gdzie naszą uwagę wzbudziła połówka piłki z grą w labirynt:
Palmy w Dortmundzie też możliwe:

 Dortmund to miasto łączące nowoczesną architekturę z pozostałościami zabytkowej:
Z tego wszystkiego zabrakło nam czasu i szybko ok 15:00 udaliśmy się do dworca:
I na terminal lotniska:
Spotkanie koleżanki ze studiów przy odprawie potwierdza nas w fakcie, że świat jest mały. Ostatnie zdjęcie Malwiny przed wejściem na pokład.
I zdjęcia mojego autorstwa z lotu:
Usnęliśmy i obudziliśmy się przy lądowaniu w Pyrzowicach, wróciliśmy autobusem nr 17, jechaliśmy około godzinę.

Świetny wypad, który na pewno na długo zostanie w naszej pamięci, zabrakło czasu a chciałoby się więcej - mimo, że nie którzy twierdzili, że Dortmund jest nudny... Dla mnie jest przykładem jak powinno funkcjonować nowoczesne miasto, które z poprzemysłowego przekształciło się w miasto usługowe i kulturalne. Przyjazne mieszkańcom i turystom, świetna, zsynchronizowana komunikacja miejska... musimy się jeszcze wiele nauczyć. Miasto w którym wystarczy być otwartym, znajomość języka nie jest konieczna :) ! Polecamy na jednodniowy wypad :)


niedziela, 31 marca 2013

Eh wspomnienia...

Postanowiłem podzielić się z Wami swoimi wspomnieniami dotyczącymi początków trenerskiej drogi – jak się okazuje bardzo trudnej i krętej. Na pewno będzie sentymentalnie, subiektywnie – przewijać się będą dwa kluby GKS Rozbark Bytom i Polonia Bytom – pamięć jest ulotna więc myślę, że taka forma pamiętnika będzie ciekawą formą uchwycenia wspomnień...

„Trudne – dobrego – początki = czyli jak zostałem trenerem”

Trzeba coś zrobić stwierdziłem pewnego dnia... Kończyłem wiek juniora, zdawałem sobie sprawę o tym, że w profesjonalnej piłce nic nie osiągnę – zresztą zdawałem sobie chyba to dużo wcześniej... myślę, że nawet wtedy kiedy „Boguś” pierwszy raz zaprowadził mnie na „profesjonalny trening” w GKS Rozbark Bytom.

Tu chciałbym poświęcić chwilę dla Ś.P Bogusia – był to znajomy mojej mamy, kiedyś sędzia piłkarski, zapalony kibic Polonii Bytom... Taki starszy już Pan z wąsem niczym Zagłoba. Pamiętam kiedy pierwszy raz zaprowadził mnie na Chorzowską 12, powiedział coś w stylu „nic się nie bój”. Pamiętam te zajęcia – jedna piłka, wszyscy byli praktycznie starsi, jakaś rozgrzewka i „gierka”... zresztą chyba na „gierce” cała myśl szkoleniowa się opierała... Zresztą Bogusław Łuszczek – przyjaciel rodziny, od tamtego czasu zawsze mnie wspierał dobrym słowem... Jego czas na ziemi dobiegł końca... umarł w koszulce Polonii Bytom, zabrał ze sobą klubowe barwy do grobu : niebieskie czerwone oraz te nasze rozbarskie biało – zielone. Gdy brat wrzucał szaliki do grobu, płakałem, to było tak tragiczne i tak piękne...



Wracając, do głównego wątku, byłem w klasie maturalnej... W Rozbarku była bieda, zamknięto kopalnie – wraz z chłopakami walczyliśmy o to, żeby mieć gdzie grać – tu u siebie... Graliśmy w juniorach – od kilku lat naszym trenerem był Mirek Szubert – jak na te nasze bytomskie warunki trener fanatyk, pasjonat, zawsze chętny do rozwoju jako trener. Brakowało wszystkiego, zresztą tak jak teraz.. dzieciaki snuły się wokół stadionu, czasem kopały na „korcie”... Zarząd klubu, nie widział potrzeby robienia nic ponadto jak jest...

Odpaliłem neta... zacząłem szukać informacji „jak zdobyć uprawnienia trenera” - buszowanie trochę trwało... ale w końcu znalazłem... od tego momentu wiedziałem już, że CHCĘ BYĆ TRENEREM! Pojawiły się jednak pytania – czy możliwe, żebym mógł nim zostać? TRENER – zawsze kojarzył mi się ze starszym panem lub byłym piłkarzem... Postanowiłem popytać co na ten temat sądzą „inni”. Pamiętam tą rozmowę z trenerem Szubertem, „Lewy” ty sobie, żartujesz? Za młody jesteś... koledzy myśleli podobnie, „jak zrobisz te uprawnienia to my awansujemy itd.”... Zwątpiłem... tuż po maturze, złożyłem niezbędne dokumenty potrzebne do kwalifikacji na kurs... Załapałem się – o jaki byłem wtedy szczęśliwy, to było uczucie mniej więcej takie jak człowiek się zakocha... nie myślałem o niczym innym...

Pojechałem na pierwsze zajęcia do Śląskiego Związku Piłki Nożnej przy ulicy Francuskiej. Wszyscy siedzieli niczym przy „okrągłym stole” usiadłem gdzieś z boku. Wszedł p. Beninger zarzucił jakimś „kawałem” - zresztą robił to później zawsze... niby tak dla rozluźniania atmosfery. Powiedział żeby nic się nie bać – u niego można wszystko załatwić... był sympatyczny. Potem każdy miał się przedstawić odpowiadając głównie na dwa pytania: Gdzie grałeś? Co tutaj robisz ?
Teraz wypowie się najmłodszy uczestnik kursu zagadał prowadzący... Byłem speszony:
ad 1 – mam 18 lat, trenuje w Rozbarku – ktoś z sali : to jeszcze istnieje ?
Ad 2 – chciałbym trenować dzieci, ratować GKS Rozbark Bytom...
Pamiętam, że część osób moje odpowiedzi rozbawiły, część była zdumiona...
Nagle otwierają się drzwi z sali... patrzę wchodzi Kasprzik i Gamla – przepraszamy trenerze ale my prosto z treningu (Piasta Gliwice)....

Dni kursu mijały pasjonująco – trener Żmuda co jakiś czas wyciągał jakiś swój „kajet” i pokazywał: „chłopcy patrzcie to jak prowadziłem zespół w Tunezji” i „ o kurcze dziś gra Górnik, skończymy wcześniej, chyba Wam to nie przeszkadza”?.
Pierwszego zawodu dostałem po wykładzie na temat piłki młodzieżowej, który prowadził Antonii Piechniczek, pomyślałem sobie pójdę po zajęciach i zapytam czy może pomógłby nam w sprawie przejęcia stadionu – w końcu był także senatorem RP. Przedstawiłem się, w kilku zdaniach określiłem problem, że to piękny obiekt – fakt przyznał, że pamięta bardzo ładne boisko na Rozbarku, też... jednak nie ma czasu bo ma dużo obowiązków jako senator... przez cały wieczór rozmyślałem nad tym...

piątek, 31 sierpnia 2012

Janosik z Bytomia - to możliwe !

Od dawna wyznaję zasadę, że jeśli "coś" masz to się podziel dlatego postanowiłem przed wyborami zorganizować akcję przedwyborczą.  


Wystarczy, że dołączysz do wydarzenia na facebooku i 16 września 2012 roku oddasz głos właśnie na mnie, jeśli zostanę radnym to pierwszą dietę radnego pragnę przeznaczyć na cel społeczny, który wybierzecie w ankiecie z pośród zaproponowanych wcześniej celów.

Funkcja radnego to przede wszystkim służba, a ja po prostu lubię się dzielić ! Często zdarza mi się przekazać parę złotych na jakiś cel, wrzucić drobne do kapelusza muzyków grających na ulicach czy też puszki na "oprawy" podczas meczów bytomskiej Polonii.

Dołącz do akcji poniżej i zaproponuj swój cel :
http://www.facebook.com/events/341655855922928/

sobota, 21 lipca 2012

Był, jest i będzie rozbarski GKS !


W życiu zdarzają się różne rzeczy... w ciągu kilku dni wszystko może obrócić się o 360 stopni... Z niesamowitego stanu euforii zostajesz sprowadzony na deski... Ale z tych desek trzeba się podnieść, po raz kolejny ... na tym właśnie polega piękno sportu. Jestem dumny, z tego, że wszyscy mimo wszystko stanowimy kolektyw, który ma jeden cel istnienie klubu i obiektu GKS ROZBARK !!! Wierzę, że istnieje sprawiedliwość, która dopadnie tych, którzy na siłę szukają rozwiązań dla siebie korzystnych. Tych którzy obiecują wszystko i wszystkim... tylko prawda jest taka, że jest to działanie na krótką metę. Bezczelność takiej osoby sięga tego, że potrafi zadzwonić i jak gdyby nic się nie stało... zapytać czy Rozbarscy zawodnicy nie chcieliby zagrać w jego barwach w wyższej lidze... znam te kuszenie osobiście i nie wywiązywanie się z obietnic również... i mimo, że kiedyś byłem pod wrażeniem "zmian" u lokalnego rywala... to dzisiaj śmiem twierdzić, że wszystko to pisane piaskiem na wodzie... że takie osoby zabijają piękno sportu...

DZIĘKUJE TYM KTÓRZY MAJĄ SENTYMENT, WIARĘ I OCHOTĘ ....

"BYŁ, JEST I BĘDZIE ROZBARSKI GKS !!! "